... Pochwalony bądź, Panie mój, przez siostrę naszą śmierć cielesną, której żaden człowiek żywy uniknąć nie może..."
Święty Franciszek a Asyżu- fragment utworu: ,, Pieśń słoneczna ".


W niektórych środowiskach nie jest dziś łatwo mówić o śmierci. Samo wspomnienie o niej wydaje się nieprzyjemną sprawą, nie należy do dobrego tonu. Jest to jednak wydarzenie, które rzuca światło na całe życie. Kościół wzywa nas do zastanowienia się nad nim właśnie po to, aby nas ta ostateczna chwila nie zaskoczyła.

Snuję więc refleksje wokół tematu, który tak często w te listopadowe dni jest poruszany, a którym jest śmierć.


Przede wszystkim my chrześcijanie, katolicy musimy na śmierć spojrzeć tak, jak patrzył na nią Chrystus, który mówił: ,, Idę do Ojca przygotować wam miejsce, a kiedy przyjdę, zabiorę was, abyście i wy byli tam, gdzie ja jestem. Nie bójcie się, w domu mego Ojca jest mieszkań wiele". Aby uwolnić nas z mocy śmierci przyjął nasze śmiertelne ciało, a śmierć Jego nie była dziełem przypadku. Przepowiedział ją swoim uczniom, by ich ustrzec przed zgorszeniem jakie mogła w nich wzbudzić. Śmierć- stary nieprzyjaciel wszystkich ludzi- została ostatecznie pokonana. Chrystus bowiem odniósł nad nią zwycięstwo. Pierwsze oznaki tego zwycięstwa można było dostrzec już za Jego życia, zwłaszcza wtedy, kiedy zmarłym przywracał życie. Nie wstydził się wówczas swoich łez -jak przy grobie Łazarza- dając wyraz swojego człowieczeństwa, swojej wrażliwości i uczuć przyjaźni. Stykając się więc ze śmiercią nie musimy wstydzić się naszych łez, bo łączą nas ze zmarłym więzy krwi i przyjaźni.    Nie musimy się też wstydzić naszego strachu, bo przecież i Chrystus bał się śmierci, kiedy modlił się: ,, Ojcze, jeśli to możliwe niech odejdzie ode mnie ten kielich, ale nie moja lecz Twoja wola niech się stanie". Musimy jednak pamiętać, że jedynie śmierć Chrystusa nadaje sens każdej śmierci. Przynosi realny skutek życia chrześcijanina, bo taki właśnie jest sens chrztu, którego skuteczność sakramentalna jednoczy nas z Chrystusem na krzyżu. Współumieranie  z Chrystusem jest więc w rzeczywistości obumieraniem śmierci.  Chrystus powiedział, że kto słucha Jego słowa, przechodzi ze śmierci do życia, a kto wierzy w Niego wcale nie potrzebuje obawiać się śmierci; nawet gdyby umarł będzie żył.

Mając  świadomość, że śmierć jest czymś nieuniknionym a zarazem, że niepewną jest jej chwila, zawsze powinniśmy być na nią przygotowani. Dlatego wszystkie ważniejsze czynności powinniśmy tak wykonywać, jakby miały być ostatnimi w naszym życiu. Gemma Galgani, święta włoska żyjąca w latach 1878-1903, kiedy w ósmym roku życia przyjęła pierwszą Komunię św. i Sakrament Bierzmowania, w swoim dzienniczku napisała: ,, Postaram się, aby każdą spowiedź odprawiać i Komunię św. przyjmować tak, jak to był ostatni dzień w moim życiu. Będę często nawiedzać Pana Jezusa w Najśw. Sakramencie".